soul with a twist's Blog

Jónsi – Go (recenzja)

leave a comment »

Jónsi, a właściwie Jón Þór Birgisson to oczywiście znany w świecie muzycznym gitarzysta i wokalista islandzkiej grupy Sigur Rós.

Znany ze swojego falsetto Jónsi szykuje się powoli do wydania swojego pierwszego solowego albumu, zatytułowanego „Go”.  Album ma swoją premierę 5 kwietnia, ale jak to bywa w świecie muzycznym i dobie internetu albumu można posłuchać w sieci od jakiegoś już czas.

Solowy krążek wokalisty tak popularnego zespołu jakim jest Sigur Rós na pewno trochę namiesza w świecie muzyki. Myślę, że sporo fanów tej grupy liczy na znalezienie na tej solowej płycie chociaż odrobiny  dźwięków jakie można usłyszeć na płytach Sigur Rós. Kto zna i lubi ten skład wie doskonale, że nie jest to muzyka dla każdego. Nie chcę tutaj wyjść na jakiegoś muzycznego snoba, ale to co tworzą członkowie Sigur Rós to nie jest muzyka nie dla mas. Nie znajdziemy na ich płytach łatwo wpadających w ucho utworów z chwytliwym refrenem – wręcz przeciwnie, spora część piosenek składu to muzyka instrumentalna. Utwory, w których słyszymy wokal to też nie jest coś co może przypaść każdemu, bo dla takiego gatunku muzycznego jaki reprezentuje Sigur Rós potrzeba czasu i cierpliwości. Jeżeli już się je znajdzie to otwiera się przed nami świat pełen różnorodnych dźwięków i nastrojów. Dla mnie każde wydawnictwo tego zespołu to niezapomniana podróż w nieznany mi świat, która, jak to bywa w życiu, przynosi  czasem różne efekty i budzi co raz to inne uczucia. Utwory te to jak słuchanie ścieżki dźwiękowej do filmu, z tym tylko wyjątkiem, że film za każdym razem tworzy nasza wyobraźnia. Sigur Rós to po prostu magiczne doświadczenie, które za każdym nowym przesłuchaniem daje słuchaczowi co innego. Tylko tak jak napisałem wcześniej potrzeba na to czasu i cierpliwości. Efekt końcowy jednak jest tego wart. To był oczywiście taki mini wstęp, w którym chciałem zarysować obraz tego co tworzy zespół Sigur Rós, bo myślę, że bez tego nie dałoby się odpowiednio ocenić albumu Jónsiego.

Przede wszystkim chciałem na samym wstępie przedstawić okładkę płyty, jak i jej tracklistę.

1. Go Do
2. Animal Arithmetic
3. Tornado
4. Boy Lilikoi
5. Sinking Friendships
6. Kolniður
7. Around Us
8. Grow till Tall
9. Hengilás

Płytę otwiera optymistyczny utwór „Go Do„, który jest(trzeba przyznać) dość popowy. Jednak to zupełnie nie przeszkadza, wręcz przeciwnie bardzo miło go się słucha. Klimat optymizmu utrzymuję się także dalej, w kolejnej piosence „Animal Arithmetic„, gdzie tempo jednak trochę bardziej przyspiesza do tego stopnia, że muzyka zaczyna pulsować. Klimat jednak trochę się uspokaja w kawałku numer 3, pt. „Tornado„. Otwiera go pianino, ale z minuty na minutę utwór zaczyna się rozbudowywać. Nie bez powodu nosi taki tytuł, po ma bardzo podobną budowę – zaczyna spokojnie, zaczynamy słyszeć coraz więcej, dochodzi do kulminacji i piosenka ponownie się uspokaja, tak jakby „opada z sił”.  Następna piosenka „Boy Lilikoi jest utrzymana w podobnej stylistyce jak dwa pierwsze utwory z płyty. Swoje tempo trzyma cały czas i nie puszcza, aż do samego końca. Piąty utwór „Sinking Friendships zaczyna się pianinem i znanym już dobrze falsetto Jónsiego. Kawałek z lekka rozbudowuje swój klimat mniej więcej w połowie i zdaję się potwierdzać nadzieję fanów na to, że to z czego znamy Sigur Rós będzie można znaleźć także na tym solowym krążku chociaż w odrobinie. Później przychodzi utwór zatytułowany „Kolniður„, otwiera się dość spokojnie i taki też pozostaje przez cały czas swojego trwania. Tutaj też możemy znaleźć odrobinę tego symbolicznego dźwięku, z którego znany nam jest zespół Jónsiego. Jest to na pewno jedna z moich ulubionych piosenek z tej płyty. Następny do odsłuchu jest „Around Us” o dość optymistycznym wydźwięku. Tempo tutaj znowu podnosi się i mniej więcej przypomina stylistyką utwór numer 2 na albumie. Następna piosenka Grow till Tall, jak i kawałek zamykający płytę „Hengilás to bardzo spokojne, wręcz bijące melancholią utwory, gdzie głos Jónsiego naprawdę dociera do słuchacza, nie to, że na poprzednich piosenkach go nie słychać, po prostu mniej rozbudowane podkłady muzyczne towarzyszące ostatnim utworom, pozwalają nam w pełni doświadczyć te dwie, kończące płytę, jakże piękne ilustracje muzyczne.

Podsumowując, solowa płyta Jónsiego stylistyką nie odbiega za bardzo od tego wszystkiego co do tej pory można było usłyszeć na albumach Sigur Rós. Ci zagorzali fani grupy na pewno nie rozczarują się, sięgając po ten krążek. Monotonna ta płyta na pewno nie jest, jednak czegoś na niej brakuje. Ciężko określić czego – może reszty zespołu? Skoro na płycie nie ma jakichś nowych rzeczy, odbiegających klimatem od tego co robili dotychczas członkowie tej grupy to nie lepiej było dopracować z lekka ten materiał z resztą chłopaków i wydać pod szyldem Sigur Rós , niż wypuścić go jako solowy projekt? To jest chyba mój jedyny problem z tym wydawnictwem. Z drugiej strony może też za bardzo utożsamiam Jónsiego z resztą grupy i po prostu ciężko jest ocenić mi ten projekt jako pracę solową? Kto wie… W każdym razie nie jest źle, jest nawet dobrze.

Ocena końcowa: 7/10



Reklamy

Written by soulwithatwist

Marzec 15, 2010 @ 2:06 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: